Znacie to miejsce? Kultowe lody, piwo i konopne przysmaki

.News .Joy .TV Wtorek 13 czerwca 2017, 18:17
Autor: Karolina Gawlik

Tu nie dostaniesz kremowych, słodkich lodów w wymyślnych kolorach. Jak spytasz o takie bez mleka, albo "o smaku", możesz zostać zmierzony wymownym spojrzeniem. I dobrze, bo trzeba wiedzieć, że te są smakowe, prawdziwe, domowe. Jak u babci, choć moja nie robiła porterowych, ani kasztanowych.

Stali bywalcy Podgórza już wiedzą, że skoro porterowe i kasztanowe, to jesteśmy in.Delikatesowo, czyli w kultowym sklepie przy ulicy Brodzińskiego. Za ladą Barbara Woźniak - miłośniczka lodów, piwa, konopi i Black Sabbath. 14 lat temu przywiozła do Krakowa rodzinną recepturę prosto z Roztoczańskiego Parku Narodowego. Poznała ją jeszcze jako młoda dziewczyna.

fot: Martyna Taras

Teraz lody skrobie syn pani Basi (uwaga, ciekawostka: lody kręci frezer, człowiek je z niego wyskrobuje). Za każdym razem wychodzą trochę inne, bo robi je na smak - tak jak my nie odmierzamy wszystkiego dokładnie, gdy gotujemy zupę. Autor legendarnych lodów nie wrzuca też ustalonej ilości gotowych składników do maszyny - jak to najczęściej bywa teraz w lodziarniach (nawet tych smacznych). Przy produkcji lodów są więc od pierwszej kropli mleka - dlatego trwa ona dwa dni. W poniedziałek wczesnym rankiem można pod "Delikatesowem" zobaczyć ciężarówkę, która przywozi 100 litrów naturalnego mleka.

fot: Martyna Taras

Dzień po weekendzie jest najtrudniejszy. Lody schodzą, sklep zamyka się o godz. 20, a od poniedziałku trzeba uzupełnić smaki. Wtedy syn pani Basi śpi jakieś trzy godziny. Najważniejsza jest śmietanka, czyli baza: jajka, śmietana, mleko, trochę cukru. Sekret "Delikatesowa" tkwi w piątym składniku: masie sezamowej, kasztanowej, ilości malin, żurawiny, leśnych jagód, kokosa. Ważne jest też, żeby lody były cały czas przykryte - każdy dostęp światła i powietrza ma na nie wpływ.

fot: Martyna Taras

Cena - zawsze trzy złote za gałkę, choć wiadomo, że pistacjowe czy kasztanowe są droższe w produkcji. Ale pani Basi chodzi głównie o kultywowanie tradycji, nie o zysk. Gdyby nie sklep, i tak by się nie utrzymała. Oczywiście sklep także ma jej duszę - można tu kupić lepione przez nią pierogi, pieczone przez nią ciasta. Jest też ogromny wybór piw rzemieślniczych (jeszcze zanim było to modne), miodów czy właśnie produktów konopnych. Pani Basia sprowadziła już nawet ekstrakt konopny z instytutu w Poznaniu, pod kątem nowego, lodowego smaku. Na to jednak potrzeba czasu, może w przyszłym sezonie je tu znajdziecie.

fot: Martyna Taras

Poza tym, obawia się pytań o konopny smak - czy to tak przystoi, czy robi coś w mózgu. Boli ją, gdy ktoś pyta, czy są lody bez mleka, albo co w nich jest. Skoro domowe, to powinno być oczywiste, że z jajek, śmietany, mleka i tego piątego składniku. Żurawinowe to żurawina, pistacjowe - pistacja, czekoladowe - czekolada. Tu nie ma żadnych przekłamań. Dlatego tak sobie ceni stałych klientów, którzy poznali się na istocie tych lodów. Tym bardziej że wszystko jest na jej głowie. Ostatni raz na urlopie była 15 lat temu. Oczywiście zdarzają się wyjątki - gdy w Krakowie Black Sabbath grał ostatni koncert, ludzie pocałowali klamkę, bo nie mogło jej tam zabraknąć.

Sama najbardziej lubi czekoladowe. Cieszy się, że wokół kładki Bernatka wyrosło tyle lodziarni, bo ludzie mają porównanie do jej domowego wyrobu.

Nie mam konkurencji, dla mnie konkurencją będzie tylko taki sam rzemieślnik, taki który robi lody od pierwszej kropli mleka. Myślę, że to byłaby fantastyczna współpraca i motywacja. Ale dziś rzemiosło się nie opłaca.

Barbara Woźniak, właścicielka sklepu "Delikatesowo"

Dużo jest ciekawych lodowych smaków w mieście, ale jeśli nie lubicie, jak was potem suszy, albo czujecie się zapchani po jednej gałce lub też tęsknicie za lodami rodem z domu babci, wpadajcie do "Delikatesowa". Także na rurkę z kremem - też mało cukru, a ogrom przyjemności.

Brodzińskiego 1: adres legendarnych lodów.

fot: Martyna Taras