Szaleństwo z deską na wodzie w Krakowie? Jest odlot!

.News .Joy .TV Piątek 11 sierpnia 2017, 14:44
Autor: Martyna Taras

Gdy jadę przez Kraków z deską przypiętą do roweru zdarza mi się słyszeć od przechodniów pytanie: po co ci ten snowboard w lecie? Sprzęt może i podobny, ale ślizga się na nim nie po śniegu, a po wodzie. To też budzi zdziwienie: „to w Krakowie da się surfować?” Na pewno można poszaleć z deską na wodzie. I to jak!

W latach 80. w Kalifornii, w dni, kiedy ocean był spokojny, surferzy szukali innego sposobu na spędzenie czasu na wodzie. Przywiązali linę z uchwytem do łodzi i pływali na generowanej w ten sposób fali. Wymagało to jednak ogromnej siły i umiejętności, bo klasyczne deski surfingowe były zbyt długie i ciężkie. Kombinowali dalej, deski były coraz mniejsze i bardziej zwrotne, aż w końcu w 1985 roku dwóch nieznających się surferów - Tony Finn z San Diego i Jimmy Redmon z Austin - wpadło na ten sam pomysł: do deski przyczepili mocowania dla nóg.

fot: Iwona Kapuśniak

To był przełom, dzięki któremu nowy sport zaczął przypominać snowboarding i umożliwił wybijanie się z fali i wykonywanie trików w powietrzu. Z czasem sprzęt stawał się coraz lepszy, deski zmieniły kształt na symetryczny i uzyskały gęstość wody, dzięki czemu riderzy* mogli bez problemu startować nawet na dużych głębokościach. Później poszło już szybko - zaczęły powstawać pierwsze wyciągi tzw. wakeparki, a pływanie na desce stało się możliwe nie tylko na morzach i oceanach.

I to jest właśnie w wakeboardzie najfajniejsze – żeby ślizgać się na wodzie, nie trzeba nawet wyjeżdżać z miasta. Wystarczy staw lub jezioro, na którego przeciwległych brzegach zamontowane są słupy (najczęściej 2, ale może być ich więcej). Pomiędzy nimi rozciągnięta jest metalowa lina, do której poprzez ruchomą „szynę” napędzaną za pomocą silnika elektrycznego, przymocowany jest sznur z drewnianym uchwytem. Operator wyciągu przez cały czas pływania obserwuje ridera z brzegu i steruje prędkością przesuwania się liny. I to wszystko - wystarczy złapać uchwyt, przyjąć odpowiednią pozycję i sunąć po wodzie!

fot: Iwona Kapuśniak

W Krakowie mamy 3 miejsca, gdzie można pośmigać na desce (i nie tylko, w grę wchodzą też narty wodne). Najbliżej centrum miasta, kilka kroków od nowej estakady tramwajowej, jest WakePoint Bagry - krótki wyciąg idealny dla początkujących, choć bardziej doświadczeni potrafią tam latać wysoko. Chłopaki prowadzą na Bagrach Akademię Wakeboardu, gdzie krok po kroku wyjaśniają, w jaki sposób robić nowe triki – jestem tam na lekcji co tydzień i bardzo polecam!

fot: Iwona Kapuśniak

Zaledwie 5 minut jazdy od lotniska w Balicach możemy popływać na Wake Parku w Kryspinowie. Są tam 2 wyciągi, z czego jeden jest najdłuższy w mieście – 225 metrów.

Bardzo podoba mi się też Przylasek Rusiecki – nie ma dzikich tłumów i łatwiej o rezerwację któregoś wyciągów (tam też są dwa). Dodatkowo jest jedyny w Krakowie tor do skimboardu*, do wypożyczenia są paddleboardy* i dmuchane kajaki, a odważni mogą skoczyć do wody z drewnianej huśtawki. 26 sierpnia odbędą się tam wakeboardowe Mistrzostwa Krakowa.

fot: Zygfryd Turchan

To nie koniec, bo właściciele nowohuckiego Wake Campu planują spore zmiany. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, to niedługo powstanie tam centrum sportów wodnych z prawdziwego zdarzenia – 6-słupowy wyciąg, symulator surfingu czy dmuchany park wodny to tylko niektóre z szykowanych atrakcji. Zastrzeżenia mają co prawda ekolodzy, ale już dawno udowodniono, że wakeboard pozytywnie wpływa na akweny – riderzy podczas pływania powodują wysokie wprowadzenie tlenu do wody, co powoduje jej naturalne oczyszczanie. Nawet wędkarze obserwują, że w okolicach wakeparków ryby lepiej biorą!

fot: wizualizacja Wake Camp

Wakeboard nie należy do najtańszych zajawek, 15 minut pływania to koszt od 30 do 45 zł (w zależności od pory dnia). Wydaje się, że to mało czasu, ale uwierzcie mi, już po paru minutach poczujecie, że mięśnie intensywnie pracują. Kompletny sprzęt (deska, wiązania, kask, kamizelka ochronna) kosztuje ok. 3500 zł, ale na szczęście na każdym wakeparku można wszystko wypożyczyć (za darmo lub za niewielką dopłatą).

fot: Iwona Kapuśniak

Dla kogo to jest sport? Dla każdego! Poradzą sobie zarówno kilkuletnie dzieci, jak i osoby starsze, które na emeryturze nie lubią się nudzić. Czy to jest niebezpieczne? Dopóki pływamy sobie tam i z powrotem, to nic złego nie powinno się wydarzyć. Trzeba jednak pamiętać, że to sport zaliczany do ekstremalnych – triki na przeszkodach czy wysokie loty „z krawędzi” mogą skończyć się upadkiem, ale przy zachowaniu zdrowego rozsądku i mierzeniu sił na zamiary, ryzyko poważnych urazów nie jest zbyt duże. Jedno jest pewne – „gleba” do wody boli trochę mniej niż „gleba” na śniegu.

Słowniczek trudnych terminów

*rider – osoba jeżdżąca/pływająca na desce.

*skimboard - sport wodny polegający na ślizganiu się na desce po płytkiej warstwie wody.

*paddleboard – sport wodny polegający na pływaniu w pozycji stojącej na dużej desce (często pompowanej) za pomocą wiosła.

fot: Zygfryd Turchan